Ciekawe marnowanie zasobów

Ania jest na wywczasie z dziećmi. Dzień przed wywczasem robiła duże zakupy lekowo – kosmetyczne, bo pojechała w obcy kraj, więc żeby mieć jakotaki zapas. Jednym z zakupionych produktów miał być bloker. Koszt 26 PLN. W domu okazało się, że tego kremu nie ma. No cóż zdarza się.

Niestety nie udało się pojechać do tej apteki przed wyjazdem, więc nastała wizja, że trzeba będzie dokupić takie coś na miejscu. Potem się okazało, że jednak krem był, ale to nie ma znaczenia na przemyślenia.

Udałem się do owej apteki i przedstawiłem sprawę. Ponieważ nie miałem rachunku, to najpierw musiał zostać odszukany rachunek, na co uprzejmy pan poświęcił kilka minut. Potem sam zadzwonił do pani, która sprzedawała, bo akurat tego dnia jej nie było. Super. Niestety pani nie odpowiadała, więc miły pan poprosił o numer telefonu i zapowiedział, że oddzwonią.

Kilka dni później oddzwonili, że sprawdzili stan, że na pewno wydali, ale pani jeszcze sprawdzi zapis kamer monitoringu. Sprawdziła, oddzwoniła dwa dni później, że widać, włożyła.

Ok, mea culpa, szczególnie, że potem się jeszcze okazało, że krem jest.

Zadziwia mnie jedno. Czas który mi poświęcili kosztował na pewno więcej niż hurtowa cena tego kremu, bo ile mógł kosztować w hurcie? Pewnie maksymalnie z 15 złoty. Ciekawe kiedy biznes w Polsce dojrzeje do tego, żeby takiego klienta jak ja po 3 minutach zaklasyfikować “taniej dać się naciągnąć na krem, niż udowadniać klientowi że nie ma racji”.

Rzeczywiście nie miałem racji i chyba się tam udam przeprosić, ale jakiś taki gorzki smak zostaje.

Zdarzyło ci się coś takiego? Lub podobnego?

Tłusta kiełbasa

Raz na jakiś czas mam ochotę zjeść tłustą, smażoną kiełbasę. Słyszę, że niezdrowe? Naprawdę? Tak, proszę Pani w zielonym płaszczu, na końcu sali, usłyszałem. I co z tego? Wiele rzeczy z tych, które robimy są albo niezdrowe. Właściwie to większość. Taka mała, tłusta kiełbasa nie powinna chyba niczego przeważać? Czasami szczególnie. Co oznacza czasami? No czasami. Odczep się od tego czasami, mogłem napisać od czasu do czasu? Tak? No mogłem.

Ok.

Od czasu do czasu kupuję sobie w Warszawie kawałek kiełbasy w celu porządnego wysmażenia i uzyskania pół-skwarka ociekającego tłuszczem. I tu się zaczynają schody. Niezależnie gdzie kupuje, niezależnie od tego czy za 6 PLN czy za 26 PLN za kilogram, moje próby wytapiania tłuszczu kończą się na odparowaniu jakiejśtam części wody, która razem z konserwantami, tworzy szklistą i twardą powłokę na dnie patelni. Sama kiełbasa jest oczywiście troszkę mniejsza, troszkę przypieczona i … sucha jak pustynia. Paskudztwo.

Dziś trawiony przez rotawirusy i gorączkę pozostałem w domu, na mojej wsi zabitej dechami. Z konieczności musiałem udać się do pobliskiego, stosującego koszmarne marże (może w skutek setki hurtowni po drodze) sklepu, gdzie tknięty chcicą zanabyłem kawałek kiełbasy na stłuszczenie.

Moja radość była tym większa, że kiełbasa skwiercząc wesoło nie traciła wody, tylko tłuszczyk, który potem mogłem sobie pajdą chleba do sucha wyczyścić.

Moja radość sięgnęła tego stopnia, że postanowiłeś się z Wami tym podzielić.

Smacznego.

IKEA : klasyczna hipokryzja

W ostatnią sobotę wybraliśmy się do Znajomego na imieniny. Ponieważ znajomi wprowadzili się do kawałka nowego domu, więc wiadomo, że prezent imieninowy zamiast prezentem dla Pana Domu, będzie prezentem dla domu, wręczony oczywiście dla niepoznaki Panu Domu. Tak miało być. Z lepszą połową Pana Domu ustaliliśmy, że ma to być drugi komplet już posiadanych sztućców ze stali nierdzewnej. Owe sztućce są do kupienia w tytułowej sieci IKEA, której nie lubię z prostego powodu. Z powodu ich haseł: (jeżeli nie tak brzmią, jak napisałem, proszę mnie poprawić)

“Projektowanie mebli zaczynamy od ceny”
co to oznacza? oznacza, że zakładany zysk należy osiągnąć za cenę jakości
“nasze meble są pudełkach, żebyś mógł je ze sobą zabrać”
ooo same zalety, mniejsza wymagana powierzchnia magazynowa, krótszy czas obsługi (nie trzeba skręcać), na dodatek klienci sami to sobie wyniosą. (a ja mam duży samochód i wolałbym zabrać szafkę czy fotel w całości, ale co tam nie można)

Więcej nie pamiętam.

Pamiętam za to najnowszy pomysł, który wzbudził we mnie po prostu złość. Ikea przestała dawać plastykowe torby, w które można zapakować to co się kupiło. Co w zamian? Ano w zamian można KUPIĆ papierowe torby. Najtańsza 10groszy, a taka z rączkami 80 groszy. Super! A wszystko w otoczce ochrony środowiska i sadzenia miliona drzew. (Przepraszam za dygresję, ale najlepszą ochronę swoich lasów mają Norwegowie. I zdecydowanie najprostszą. Rocznie można ściąć tyle drzew ile ich przyrasta. Proste, genialne, nie trzeba z tego robić jakiegoś ayway).

Na zdjęciu torba papierowa za 10 groszy.

No tak. To o co się ja tak pieklę?

Ano proszę bardzo. Z toreb foliowych do wynoszenia towaru zrezygnowali. Z foli i styropianu do pakowania swoich produktów jakoś nie bardzo. A przecież reklamówka jest robiona z ultracienkiej warstewki plastyku w przeciwieńswie do tych wszystkich grubych kawałków użytych do zapakowania towaru. Kupiliśmy 4 rzeczy: zabawkę, komplet 6 łyżeczek, listwę do wieszania do kuchni (ta zapakowana bez plastyku) oraz haczyki. Na poniższym zdjeciu widać ile plastykowego gówna z tym przyszło:

Foliowe śmieci zakupione w IKEA

Cwane prawda? Ale przecie IKEA jest proekologiczna …

Wigilijny poranek – Stefan i masło

Wigilijny poranek. Żona budzi Stefana o 7.00.

– Stefen, no Stefan, nie mam masła. Słyszysz?
– A co ja na to poradzę.
– Ubieraj się i idź do sklepu.
– Ale ja nie wiem gdzie jest w sklepie masło. – Wejdziesz, naprzeciwko kasy są lodówki, w pierwszej jest mleko, a w drugiej masło, idź.

Stefan wstał, ubrał się poszedł do sklepu. Przeszedł obok kas, podszedł do lodówki, wyjął masło i poszedł zapłacić. Na kasie stała zajebista laseczka. Stefan trochę z nią pogadał, pożartował, a laska niespodziewanie zaproponowała aby poszli do niej. Poszli i troszkę potentegowali.

Po upojnym popołudniu Stefan budzi się i widzi że jest przed 20.00. Wyskakuje z łóżka i mówi do laski

– Masz mąkę?
– Mam.
– To przynieś szybko i posyp mi ręcę.

Laska zdziwiona przynosi mąkę i posypuje ręce Stefana po czym on wybiega z domu. W domu Stefanowi drzwi otwiera żona.

– Stefan gdzieś ty był, rodzina się zjechała, zjedliśmy kolację bez masła.
– Gdzie byłeś?
– Skarbie, jestem ci winny wyjaśnienie. Otóż poszedłem do sklepu, z lodówki wyjąłem masło i poszedłem zapłacić. Na kasie stała zajebista laseczka, trochę z nią pogadałem, pożartowałem, a ona mnie zaprosiła do siebie a u niej trochę zabradziażyliśmy Obudziłem się i szybko przyjechałem do domu.

Żona wysłuchała wszystkiego spokojnie i ze zniecierpliwieniem w głosie powiedziała:

– Pokaż ręce.

Stefan pokazał obsypane w mące ręce, na co żona:

-Pieprzysz, Stefan, znowu byłeś na kręglach.