Ania wieczorem

Wszystko się uspokoiło i na razie nic się nie dzieje.

Nie powiem, żebym się martwił. Wręcz przeciwnie. Taka chwila oddechu, kiedy wszyscy wiedzą, że nic, oprócz rzeczy nieprzewidywalnych, się nie wydarzy. Ani w celu regeneracji sił i czasu, kiedy może normalnie jeść (przygotowania do porodu wykluczają jedzenie, cały czas nawadniają i “karmią” kroplówką), nam wszystkich dookoła, żeby spokojnie się przespać.

Ania wieczorem

Nadal nic. Po całym dniu popędzania zapadła decyzja: czekamy do niedzieli. Czyli cały dzień skurczów na nic, bo po odstawieniu oksycotyny cisza. Nadszyszkownik oddziału kazał jeszcze sprawdzić coś tam… co pojawia się we krwi, wtedy, gdy w organiźmie jest jakieś zakażenie. Całe szczęście wszystko w normie.

ps. to “coś tam” to CRP.