Dzieciaki latają po domu

Dzieciaki latają po domu, każde z własnym okrzykiem.

Marcin lata z brelokiem ferrari, krzycząc “Kubica do przodu, Kubica wygrywa!” – wyjaśnianie gdzie jeździ Kubica zostawiam na kiedyś indziej.

Malina znacznie gorzej, źle świadcząc o rodzicach: “Noga mnie boli, fak, noga mnie boli fak!”

I bądź tu człowieku spokojny.

Wybór telefonu – Miś ma styl

[14:00:49] <Ania> na stronie nokii jest taka wakacyjna promocja gdzie są różne telefony, no i misiak powiedział że pokaże który mu się podoba i wybrał najdroższy, prawie za 2 tys, no a jak powiedziałam że za drogi to wybrał inny – który był drugim najdroższym za 1300

rodzina++ dotarła do domu

Jesteśmy w domu.

Dość trywialno-banalne stwierdzenie, które w naszym przypadku nie jest aż takie płytkie, na jakie wygląda. Do domu z Warszawy na tyle daleko, ze jesteśmy tu po prawie tygodniu nieobecności. Dom się wyziębił do 15° w centralnej części i do 11° w zewnętrznych. W gabinecie nawet nie mierzę. Ale co tam. Nie jest źle, może trochę zimno. Sytuacja w każdym bądź razie opanowana i już jest wu dziewczyn w okolicach 20°C. Kominek i suche drewno rządzą.

Odbiór Ani i Maliny ze szpitala przebiegł bez komplikacji, po jednym kursie do samochodu z gratami, pobraniu krwi po zakończeniu drugiej doby życia oraz wypisach dla matki oraz dziecka, wychodzimy.

Marcinek znosi całość dzielnie, dopiero po około 40 km zaczyna płakać, żebyśmy zabrali Malinę. Daje się przekonać, że nie bardzo jest jak, a po paru kilometrach wraca do rozmowy jakby nic się nie stało, a chwilowa utrata panowania nad sobą po postu się nie zdażyła.

Aktualnie cała rodzina śpi, więc … dobranoc.