Akwarium

Wiele, wiele lat temu chciałem mieć zwierzątko w domu. Zwykle tak bywa, że dziecko w pewnym wieku ma taką potrzebę. Większość przynajmniej. Chyba. Ja miałem. Pies czy kot odpadł jak twierdzą dziś Rodzice. Ja tam nie bardzo pamiętam, może za mały byłem. Ostatecznie zgodzili się na akwarium. Pojawiło się prawie od razu w wypasie: 35 litrów, pokrywa zrobiona przez Tatę, oświetlenie, brzęczyk (paskudztwo wtedy to było). Grzałki nie było, bo i po co?

Później Rodzice przyznali, że myśleli o tym akwarium jako o czymś przejściowym, o czymś co zaprzątnie moją uwagę na chwilę i potem w ramach zwierzaka dziecka, opiekę na nim przejmą rodzice. Pomylili się. Akwarium, a właściwie akwaria utrzymały się do początku drugiego roku studiów, bo przenieść tego nie było jak, a i utrzymać też nie bardzo. Brat pasji nie przejął, więc trza było, bo szkoda ryb. Ostała się 80l ramówka z parą czerwieniaków oraz parą zeber, które tarły się naprzemiennie nic nie robiąc sobie z warunków w których przyszło im mieszkać.

Ale wracając do senda sprawy. Owa 35-tka towarzyszy mi do dziś, choć zazwyczaj pusta i sucha. Jest już porysowana, ma załatane silikonem narożniki, ale nadal możn aw niej postawić malutkie akwarium.

Historia kołem się toczy. Syn mój otrzymał od Dziadków (moich Rodziców) bojownika syjamskiego. O zgrozo w kuli, bo w sklepie akwarystyczny powiedzieli że to wystarczy. Gówno. Nie wystarczy. To tak jakby zamknąć się w pomieszczeniu wielkości dużego prysznica. Tam jeść, tam … wydalać i tak się we wszystkim taplać. No da się. Trochę się nawet przeżyje. Mało.

Na ratunek przyszła owa starusieńka (ponad 20 lat) 35-tka w której teraz dumnie się pręży samczyk bojownika syjamskiego. W trakcie urządzania okazało się, że w momencie rozpoczęcia się jesiennych dni krewetki, które mieszkały w jeszcze mniejszym zbiorniczku … znikły. Pewnie z zimna. Misiak jest przeszczęśliwy, rano biegnie zapalić światło (aż żal mi zakładać automat do światła), karmi swoją rybkę. Ciekawe jak długo będzie zafascynowany.

Z ciakwostek to fajnie grzałki teraz są. Akrylowe, nietłukące, w pełni zanurzalne i na dodatek z wbudowanym termostatatem. Zresztą nie tylko grzałki. Cały osprzęt jest teraz po prostu genialny. Lampy UV, filtry, oświetlenia, zestawy. Prostsze się wszystko zrobiły. BA! Nawet karmniki automatyczne. Bajera.

obraź się sam na siebie

Dzisiejszy poranek w przedszkolu był bardzo zabawne. Dwa wydarzenia spowodowały, że ledwo wróciłem do samochodu, zataczając się ze śmiechu.

  1. Pani z dzieckiem odbiera telefon i rozpoczyna rozmowę telefoniczną.
    Sytuacja jakich wiele. Ale! Pani zatrzymuje się tuż obok furtki do przedszkola, a jej dziecko staje tuż przed nią, co razem w efekcie daje zatkaną, rzeczoną furtkę. Grzecznie stoimy z Misiakiem i czekamy, aż będzie można wejść. Typowo. Pani nagle furczy na dziecko, żeby nie stało pośrodku. Tak jakby biedne miało wybór.
  2. W szatni dyskusja o tym, że najmłodsze dzieci gryzą się nawzajem.
    Gryzą się. Takie zachowanie w stadzie. Miś już kilka razy wracał ze śladami zębów, a raz z prawie wygryzionym kawałkiem pleców. Na początku było gorzej. Teraz jest w miarę “lajtowo”, bo tylko przez krótki czas zostają czerwone plamy. Przyszła przedszkolanka, więc rodzice zapytują się o zachowanie dzieci, o wzajemne gryzienie. Pani wyjaśnia, że jest lepiej. Ktoś się pyta ogólnie o zachowanie. Przedszkolanka mówi że teraz to najczęściej dzieci się obrażają w czym celuje Jagienka, która obrażona jest przez pół dnia. Najczęściej na siebie.

7 nocy

Dzisiaj trwa właśnie tytułowa siódma noc. Siódma noc w szpitalu przy Misiaku, który ma zapalenie płuc. Podobnie jak pierwsza chyba nie spędzę jej na spaniu, tylko na czuwaniu.

Generalnie leczenie to około 10 dni podawania dożylnie antybiotyku. Misiak jest już w dobrej formie, gorączkuje coraz rzadziej. Niestety załapał w międzyczasie jakiegoś rotawirusa i zdrowiejąc z jednego, bonusowo dostał co innego. Dodatkowo objawem ubocznym przyjmowania tak silnych antybiotyków jest pojawianie się grzybów w paszczy.

Wracając do tematu. Noc czuwania przede mną, bo owe wirusy dość skutecznie wyganiają wodę z organizmu. To jedną, to drugą stroną, więc mały dostał kroplówkę, którą trzeba (chyba) pilnować.

No to pilnuję.

Widząc natomiast jak to wolno kapie … ranek przywitam na bardzo śpiąco.

Film o pszczołach

Byliśmy z Misiakiem w kinie. Na filmie “Film o pszczołach”. Porażka. Ani to dla dzieci, ani dla dorosłych. A Maciej to nie Jerzy, więc i polotu mniej. Nie polecam.

z synem w warszawie

Misiak właśnie zasnął, marudząc jak mu to smutno bez mamy. Potem, że teraz by chciał pogadać z babcią. Nietypowość sytuacji zaskakuje nas wszystkich.

Chciałem wrzucić kilka fotem z dzisiejszego dnia, ale Windows XP zaskoczył mnie maksymalnie, stwierdzając, że karta SD, którą włożyłem do czytnika w lapie, jest niesformatowana. Oczywiście wywołało to lekkie przyspieszenie tętna, bo kilka fotek na tej karcie teoretycznie miało być. Szybkie i paniczne wetknięcie karty do aparatu spowodowało wielkie UFF. Wszystko na swoim miejscu. Wszystko jest.

Byliśmy sobie na wyprawie z przygodami. Po 10-tej wyruszyliśmy, najpierw udając się do ogródka jordanowskiego, położonego przy metrze Plac Wilsona. Zgodnie ze wszystkimi przewidywaniami oraz doświadczeniem okazało się, że zimno w żaden sposób nie przeszkadza dzieciakom, choć widać było po dorosłych, że nie jest to najcieplejsze wyjście na spacerek.

Continue reading z synem w warszawie