Książka: “(nie­po­trzeb­ne skre­ślić)” – Woj­ciech En­gel­king

Czytam sobie wywiad z Woj­ciechem En­gel­kingiem i stwierdzam, ok chcę przeczytać tę książkę.

Szybkie szukanie i jest. Włączam filtr “ebook”. I co? I gówno.

Nie chce fizycznej książki, chce ebooka. Teraz.

Ania skomentowała: “pewnie nakład się skończytł”.

Autor młodego pokolenia i brak ebooka?

Ergo: nie przeczytam, bo zapomnę, że chciałem. To impuls był.

Pan Lodowego Ogrodu

Tu trzeba naćpanego fizyka kwantowego ze skłonnością do metafizyki.

Polecam tytułową książkę. jestem w trzecim tomie rozmytej historii. Trochę wiedźmina, trochę Śródziemia. Smaczki związane z różnymi pozycjami literatury od Joyce’a przez Conrada aż do Achai Ziemkiewicza. I pewnie wiele innych, których nie pamiętam lub z powodu ogólnych braków nie zauważam.

Książkę zdecydowanie polecam, choć łatwą literaturą nie jest.

No i co z tego, że nie czytają?

Bijące na alarm dzwony! Płaczące w wywiadach niewiasty i mężowie …

Ciągle słyszymy, że Polacy nie czytają. Wyniki badań czytelnictwa za rok 2010 pokazały, że 56 procent mieszkańców naszego kraju nie miało w ciągu roku kontaktu z książką. To już stałe zjawisko?

Czy ma sens pytanie o czytelnictwo? Co za różnica, czy ludzie czytają, czy nie czytają?

Dla mnie, oczywistą rzeczą jest to że Świat idzie w stronę Idiokracji i nic i nikt tego nie powstrzyma. Życie jest po prostu za łatwe i nikomu nie chcę się poświęcać, nie chce się myśleć. Pytanie czy jest to trend z którym należy walczyć? Na który jest sens “marnować” energię? Przecież, tych co czytają do niczego nie trzeba przekonywać, a tych co nie czytają i tak się nie przekona.

Ludzie nie czytają? Po co mają czytać, atakowani przez media lekkostrawną papą, którą wydalą za chwilę bez pamięci, bez refleksji.

Może właśnie nastał czas na rozwarstwienie? Może ten proces zaczął się właśnie “teraz”?

Nie wiem. Nie czuję się na siłach oceniać ludzkie potrzeby czy dążenia.

Ba jestem zdania, że nie powinno być obowiązkowej nauki! A jeżeli już, to powinna kończyć się maksymalnie na 6 klasie podstawówki! Po co “męczyć” ludzi rzeczami, które mają w dupie? Które nigdy im w życiu się nie przydadzą?

Zresztą jeszcze troszkę i wtórny analfabetyzm wybuchnie z siłą niespotykaną do tej pory! Co potrzeba, żeby to się zaczęło? Prostej rzeczy nad którą pracuje się od lat. Sterowania głosem. Moim zdaniem wystarczy, żeby urządzenia w domu dały się sterować głosem, a wrócimy do stanu w którym umiejętność czytania będzie elitarna.

A może załamanie gospodarcze, związane z brakiem surowców , może z rozwojem nanotechnologii, przyjmie model przepięknie opisany przez Neala Stevensona w książce Dimantowy Wiek?

Tak, czy inaczej nie ma co lamentować, trendu nie zmienimy.

Wywiad do którego się odnoszę i z którego pochodzi cytat to: Nie wgrasz wyborów, fotografując się z książką.

Brnę przez Lód

Brnę, zanurzony w Lodzie, zmarznięty i zaćmieczony. Zamarzłem na niezadowoleniu i radości. Radości że nie kupiłem tek książki, że czytam ją pożyczoną od kolegi z pracy. Wkurzyłbym się gdybym ją kupił, na co miałem wielką ochotę i tylko z powodu zapomnienia nie kupiłem. Wielkie tomisko obiecywało kilka wieczorów dobrej rozrywki, bo Dukaj to klasa sama w sobie. Niestety nic z tego. Książka ciągnie się jak flaki z olejem, skupia się na problemach teologicznych, filozoficznych. Na logice czy też metalogice bo logice definiującej logikę.

dukaj_lod.jpg

Jestem gdzieś mniej więcej w połowie książki “smakując” ją małymi partiami, bo ogarniająca mnie nuda prowadzi do sklejenia powiek i opadnięcia głowy. Jednocześnie nie jestem w stanie podjąć męskiej decyzji i jej odłożyć. Chciałbym się dowiedzieć co dalej, co z Lutemi, co z zimnazem czy lutowczykami.

Najnowsza powieść Jacka Dukaja, tak czarownie opisana w wielu miejscach jak na razie przyniosła mi słodko-zgniły posmak znudzenia i rozczarowania. Może jeszcze nadrobi, ale po 500 stronach (połowa) jestem już negatywnie ustawiony.