MT Partners YKP Gdynia Grand Prix

Do końca nie widzieliśmy z bratem kto będzie naszym trzecim załogantem. Pierwszy wyjechał gdzieś za wielką wodę, drugi nie mógł. W końcu udało się. Wystartowała z nami Kaja, na co dzień sterniczka dwuosobowego katamaranu.

Pierwszy dzień to trening, bo tak jak pisałem nie mamy za dużo doświadczenia w tej łódce. Byliśmy troszkę wcześniej, niż, nasza, planowana pora treningów i okazało się, że nie wszystkie jachty zostały zarezerwowane. Ucieszyło mnie to, ponieważ moglibyśmy mieć dłuższy trening. Moglibyśmy, ale nie mieliśmy. Taklowanie trwało prawie do 16-tej, czyli do naszej godziny rozpoczęcia treningu. Koniec, końców wychodzimy na wodę.

Wieje mniej więcej 3B, ale chodzą dziwne kopy, co najgorsze bez możliwości przewidzenia oraz ze zmianą kierunku wiatru o jakieś 30 stopni. Nic to. Na początek wychodzimy z gdyńskiego portu jachtowego na żaglach, co w ciągu najbliższych dni nie będzie już wzbudzać tego zdumienia co na początku.

Pierwsze zestawienia, pierwszy kurs z wiatrem, potem przekładamy się i tniemy na wiatr. Krótka, ale dość wysoka fala powoduje, że za chwilę mam mokre gacie, co potem zaschnie mi w białe, prawie łamiące się płachty, ale brak doświadczenia w pływaniu na morzu nie podpowiedział mi, że po zajściu na ląd należy spodnie przepłukać w słodkiej wodzie.

Niedaleko mieli trening optymistkarze, a właściwie tylko jeden z piątki, ponieważ pozostałe cztery kiwały się na fali zakotwiczone porządnie w okolicach dolnej boi. Super. Dzięki temu raz na jakiś czas mogliśmy sobie korzystać z ich górnej bojki. Szybka i mocna halsówka na górę, zwrot i genaker do gór. YYYYYEEEEEEHHHH! Ależ ta łódka na genie ma kopa. prawie frunęliśmy. Genialnie szybka. Ekscytujący odjazd. Zwrot. Mało brakuje byśmy leżeli. Silny wiatr, kopy. Znowu halsówka. Zwrot na bojce i ponownie gen w górę. Potem już padła decyzja nie wciągamy, za duże ryzyko.

Pod koniec treningu zestawiając się z Robertem, który pływał na drugiej łódce, genakery ponowie poszły do góry, ale wiało już troszkę mniej.

Pierwszy dzień regat. Zaczynamy, bo mamy pierwszy match w pierwszym flight’cie. Wygrywamy start, mimo strony broniącej się. Prowadzimy do górnej boki, tam trochę zamieszania i spadamy z prowadzenia. Na pierwszą dolną wchodzimy, czy raczej próbujemy wchodzić już jako pierwsi, lewym halsem. W tym momencie przychodzi zmiana wiatru. Wzrasta siła i zmienia się kierunek wiatru. Łódka przechyla się dość niebezpiecznie i mimo balastowania i luzowania żagli niewiele się zmienia, wracam do kokpitu i zwalniam fał genakera. Duży żagiel (30 m^2) wpada do wody, łódka prostuje się, a my wracamy na trasę. Szybkie spojrzenie na trasę i ulga, że nasz przeciwnik miał dokładnie takie same kłopoty. Na górną boję wchodzimy razem z drugą parą, co w połączeniu z paroma drobnymi błędami powoduje utratę prowadzenia, którego już nie udało się odzyskać do samej mety.

W następnych match’ach przegrywamy start tylko z Tobiaszem, który ostatecznie wygra regaty, i jest to jedyny bieg w którym nasza walka trwała bardzo krótko. Niestety, po zaciętej walce przegrywamy trzy następne biegi i dopiero wygrywamy w ostatnim match’u w naszej grupie z dużo wyżej rozstawionym od nas Urbanem, tym samym kończymy fazę grupową z dokładnie takim samym wynikiem jak dwa tygodnie temu na Płock Match Race 2007, czyli 1:4. Z tymże jest dużo lepiej, o każdy punkt który straciliśmy przeciwnicy musieli walczyć, a nie brać jak w Płocku.

Ciekawa sytuacja jest w ostatnim match’u między Urbanem (0:4), a Grzegorzem (1:3), jeżeli wygrałby Urban, wszyscy trzej mielibyśmy wynik 1:4, a to dałoby nam trzecie miejsce, ponieważ wygraliśmy z najwyżej rozstawionym sternikiem (z tych trzech) w rankingu. Niestety Grzegorz „pozamiatał” już na pierwszej halsówce, a nam pozostała walka o 9 miejsce, która z powodu niestawienia się przeciwnika … nie odbyła się.

Nasze zdjęcia

Wyniki i galeria

Polish Match Tour – szukamy załoganta

Startujemy, czy też raczej chcemy wystartować w regatach z serii Polish Match Tour.

Szukamy załoganta.

Wymagania: to będzie twarda i ciężka walka, trzeba być dobrym załogantem z doświadczeniem sportowym.

Kruczki: załoga jest 3-osobowa, każdy załogant opłaca swoją część wpisowego ~ 500 za imprezę.

Sternikiem będzie oczywiście mój brat.