szukam tematu do wordpressa dla przedszkola

Szukam tematu do wordpressa dla przedszkola, jakbyś widział jakiś fajny, napisz w komentarzu. Najlepiej darmowego, albo tani, bo stronę robię darmo.

Czegoś w klimacie dziecięcych zabaw, przedszkola, barw natury. Raczej jasny, bo całość ma być … wesoła. Po prostu klimat przedszkola, zabawy i beztroski, takiej której potem jest jak na lekarstwo.

praca śmieć?

Elfaran popełniła była wpis junk job?, który jest komentarzem do artykułu Junk job – kiedy praca staje się udręką, generalnie zawierając w swoim komentarzu to co najważniejsze. Że ocena “śmieciowości” pracy jest oceną kogoś dla którego taka praca jest na tyle abstrakcyjna, że może ją wykonywać tylko w ramach badań socjologicznych, a nie w celu zaspokojenia potrzeb finansowych. No i tylko osoba znająca inną perspektywę może wiedzieć na co kasy nie starcza.

Cały powyższy akapit miał za zadanie wprowadzenie w część właściwą, ową dotyczącą pracy i jej oceny. Wykonywałem w życiu różne prace. Między innymi pracowałem przez 6 miesięcy w klasycznym przykładzie takiej pracy. W tym przykładzie od którego ta praca również bierze nazwę “McJob”. Taaaa. Pracowałem w mcdonlds. I co? Moja Żona uznała opowieści z tamtego okresu za jedne z “najciekawszych” zawodowo.

Ugh… ale zabrzmiało.

Continue reading praca śmieć?

b2b: internetowi naciągacze

Jakiś czas temu do firmy moich rodziców [Grajan] przychodziło klasyczną pocztą zaproszenie du udziału w katalogu firm środkowo europejskich. Zaproszenie wysyłała firma, która za swoją siedzibę obrała sobie Wiedeń, a przynajmniej tak było napisana na umowie i adresie zwrotnym. Dziwna ryba. Szczególnie, że zarówno papier jak i koperta były z dość gównianego papieru, tak jakby skrzyżowanie zwykłej kartki z kartonem i papierem toaletowym.

Po przeczytaniu kilku świetnie skonstruowanych zdań sam chciałbym umieścić się w takim katalogu. Ale jak to zawsze dziwi wszystkich, którzy dają mi umowę, ja ją czytam. Do końca, a czasem dwa lub więcej razy.

Pod sam koniec, zdecydowanie mniejszym drukiem (ale mniejszym to była z połowa umowy) napisano koszt oraz warunki zerwania umowy. Generalnie skurwysyny za roczny wpis w internetowym katalogu chcieli coś w okolicach 400 euro, a wypowiedzieć umowę to można było tylko po zapłaceniu następnego roku. Koszmar.

Jak to trzeba uważać na to co się dostaje.

Całe szczęście wysłali to jeszcze tylko raz, a potem albo już nie wysyłali, albo moja mama przestała mnie pytać czy warto.

SEO, a naciągane oferty

Do jednego z moich klientów trafiła “analiza” serwisu wraz ofertą na pozycjonowania. Sama oferta wyglądała tak, jakby wygenerował ją automat, opakował zgrabnie w nagłówki i pchnął do klienta. Od początku śmierdziała mi wielkim naciąganiem.
Od chwil w której otworzyłem załączoną ofertę wyło w mnie na alarm, że coś nie tak, że coś tu nie sztymuje. Warunki proponowanej umowy bardzo silnie promują stronę dostawcy i jest tam mnóstwo punktów o tym co klient musi, niewiele o tym co musi oferent. Nic nie ma o karach dla wykonawcy, nic o możliwości wycofania się z umoway w przypadku otrzymania kary od googla. Nic o tym, co z aktualnie wypromowanymi frazami.

W umowie zażądano też całkowitego dostępu do strony/systemu, co oczywiście jest naturalne, bo nie da się optymalizować bez tego, ale z drugiej strony … dobra zacznijmy od początku.

Jeden z moich wieloletnich klientów prowadzi klasyczny sklep. Parę lat temu nawiązaliśmy systematyczną współpracę w wyniku której najpierw prowadziłem drobne modyfikacje istniejącej strony, potem dodatkowo zajmowałem się stroną innego przedsięwzięcia na które składała się strona plus rozkręcane, branżowe forum dyskusyjne. Potem wróciliśmy do sprawy głównej strony, która została gruntownie przebudowana i ze skromnej HTML‘owej wizytówki stała się CMS’em zawierającym dziś ponad 1000 dokumentów.

Continue reading SEO, a naciągane oferty

this.forum

Zajmuje się właśnie refaktoringiem panelu administratora dla forum i zamieniam linki na przyciski, co wiąże się z wypełnianiem różnych pól w formularzu, realizowanych na onclick’u. A że forum, to zamiast wpisać “this.form” wpisałem tytułowe “this.forum” i bardzo się zdziwiłem, że nie działa.

5 lat firmy

Dzisiaj odbyłem objazd urzędów. Miesiąc temu przeniosłem firmę z Olsztyna do swojego obecnego miejsca zamieszkania. Oczywiście sam akt należało rozpocząć w Olsztynie. Dodatkowym warunkiem jest działanie Urzędów, co oznacza że potrzebowałem co najmniej jednego dnia wolnego na zrealizowanie “głupiej” zmiany adresu. Ponad miesiąc temu dzień przenosin rozpoczął się dobrą wiadomością, wbrew temu co powiedzieli urzędnicy w gminie nie musiałem zawiadamiać macierzystych jednostek urzędu skarbowego oraz ZUS, wystarczy złożyć odpowiednie papiery w urzędzie wydającym wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Dla mnie urząd miasta Olsztyna. Bo wypełnieniu druczków (okazało się że przez pół godziny musiałem wybierać jakieś durne kody określające moją działalność, bo jak zakładałem to nie było) i uiszczeniu opłaty (nie wiem, kurde, tak jakbym podatków nie płacił) w wysokości 50 pln mogłem usłyszeć co dalej. No i dalej właściwie nic. Wyślą gdzie trzeba, jak wyślą to dostanę z nowego właściwego urzędu, właściwe papiery i będę mógł dalej. Jak to? Przecież wysyłają zawiadomienia do odpowiednich urzędów …

Nic z tego i tak się trzeba pofatygować. US Płońsk – tu było dość spokojnie, jedno okienko, szybkie skierowanie do pokoju nr. 18 i pod czujnym i pomocnym okiem urzędnika szybko udało mi się wypełnić odpowiednie formularze. Potem ZUS. Tutaj dużo gorzej. Najpierw czekałem do jednego z dwóch okienek. Super że dwa. Szkoda, że oba puste. Dwa zajęte obsługiwały inne sprawy i całe szczęście, bo widok kilku oczekujących osób zmroził mi krew. Dobra. Dostałem dwoje formularze, bez instrukcji wypełnienia. Najeżone kodami które trzeba wypełnić zgodnie z gwiazdką (jedną) [* – wpisać odpowiedni kod zgodnie z instrukcją]. E? Jaki kod, skąd? Po wypełnieniu formularzy, połowę wypełniłem ponownie. Nie pytać. Zagryzę. Wypełnione. Całość muszę potraktować jako trening w zapamiętaniu wszystkich moich “numerków”. NIP pamiętałem, bo używa się cały czas. Pamiętam regon, pamiętam pesel, pamiętam numer dowodu… Dobra, wypełnione, ale pani w okienku nie do końca wie co ze mną zrobić. Czy to jest zmiana wpisu, czy nowy wpis (do ewidencji gospodarczej). Przyjmuje, że to aktualizacja, a ja mam nadzieję, że to nie ma znaczenia, bo aktualizacją to nie jeste. Zostałem skreślony w Olsztynie i zapisany w Załuskach. Nieważne. Wypełnione, podstęplowane.

I teraz po przydługim wstępie, tytułowe 5 lat. Przy wypełnianiu okazało się, że firma działa od 2002-08-01, czyli 3 tygodnie temu stukneło jej 5 lat :D

Co do papierzysk, to jeszcze nie koniec. Muszę odwiedzić GUS. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiał z tego powodu jechać do Ciechanowa, pod który podlegam. Nie pytajcie nawet o zdalne, albo elektroniczne załatwienie sprawy. Zagryzę.

Urlop a kot Schrödingera

To, że przed urlopem jest gorzej zawsze wiedziałem, to że po urlopie jest gorzej też. Teraz dopadła mnie myśl, że po licho w takim razie mieć urlop? Żeby przed skończyć wszystko i przygotować na później, a później nadrabiać to co się zebrało jako zaległości?

Ciekawe, prawa?

Nie jest to kot Schrödingera, ale zawsze dylemat. Odpocznę, ale będę zmęczony. Nie sprawdzę, póki nie zaobserwuję.