Raz na jakiś czas mam ochotę zjeść tłustą, smażoną kiełbasę. Słyszę, że niezdrowe? Naprawdę? Tak, proszę Pani w zielonym płaszczu, na końcu sali, usłyszałem. I co z tego? Wiele rzeczy z tych, które robimy są albo niezdrowe. Właściwie to większość. Taka mała, tłusta kiełbasa nie powinna chyba niczego przeważać? Czasami szczególnie. Co oznacza czasami? No czasami. Odczep się od tego czasami, mogłem napisać od czasu do czasu? Tak? No mogłem.
Ok.
Od czasu do czasu kupuję sobie w Warszawie kawałek kiełbasy w celu porządnego wysmażenia i uzyskania pół-skwarka ociekającego tłuszczem. I tu się zaczynają schody. Niezależnie gdzie kupuje, niezależnie od tego czy za 6 PLN czy za 26 PLN za kilogram, moje próby wytapiania tłuszczu kończą się na odparowaniu jakiejśtam części wody, która razem z konserwantami, tworzy szklistą i twardą powłokę na dnie patelni. Sama kiełbasa jest oczywiście troszkę mniejsza, troszkę przypieczona i … sucha jak pustynia. Paskudztwo.
Dziś trawiony przez rotawirusy i gorączkę pozostałem w domu, na mojej wsi zabitej dechami. Z konieczności musiałem udać się do pobliskiego, stosującego koszmarne marże (może w skutek setki hurtowni po drodze) sklepu, gdzie tknięty chcicą zanabyłem kawałek kiełbasy na stłuszczenie.
Moja radość była tym większa, że kiełbasa skwiercząc wesoło nie traciła wody, tylko tłuszczyk, który potem mogłem sobie pajdą chleba do sucha wyczyścić.
Moja radość sięgnęła tego stopnia, że postanowiłeś się z Wami tym podzielić.
Smacznego.
Wczoraj rano wychodząc z nocnej wachty w szpitalu byłem głodny. Koszmarnie głodny. Przy samym szpitalu jest kilka punktów gastronomicznych typu...
eRIZ
28 January 2008 20:20
Ona sama chyba więcej wszystkich tych E??? się dziennie nawcina niż w Twojej kiełbasie…
Jakoś ludzie tyle lat jedli swojskie, domowej roboty kiełbasy i dużo lepiej się mieli niż teraz jedząc tzw. “szynkę” składającą się z kilograma mięsa, 4l wody i Bóg wie czego jeszcze (no, może i Mendelejew by wiedział ;P)…
Łukasz Sobek
28 January 2008 20:54
Smacznego i na zdrowie, bo jeśli ta życzliwa osóbka na drugim końcu sali za każdym razem zastanawia się czy to co je jest zdrowe predzej będzie leczyć wrzody żołądka niż ty poczujesz jakiekolwiek skutki zjedzenia kilku kiełbasek. Szczęście, nawet to małe – kiełbaskowe, ma dużo większą wartość :) Mniam.
agron
29 January 2008 9:38
Gurcik : “Od czasu do czasu kupuję sobie w Warszawie kawałek”
Nie no przesadziłeś, jeszcze pewnie w jakichś supermarketach szukasz… Ja mam dobre źródło, nasz znajoma(w zasadzie mama uczennicy żony, której to rodzina została naszymi znajomymi, ale to może coś u siebie na blogu napisze) od czasu do czasu ze wsi przywozi kiełbare i kaszanke, czasami szyneczke. Kiełbaska może nie ekstra tłusta, ale mógłbyś skwarke zrobić, zresztą mam świeżą dostawę w domu to dzisiaj sprawdze a jutro ci zdam relację ;)))
Maro
29 January 2008 21:24
Dzięki. Hmm, to wy tam sklepy macie? Już kościół wprawił mnie w zadziwienie:) No a co do kiełbasy to fakt, że ciężko dobrą trafić. Wee sensie taką jak cza do smażenia. Ja tam czasami sobie robię kiełbasę z duszoną cebulą. Też znamienite danie kiełbasiane imho.
Gurthg Shae
29 January 2008 23:00
No dzięki Ci Maro. Ja wiem, że tu gdzie mieszkam nawet wrony nie zawracają, ale bez przesady…
Maro
30 January 2008 3:59
:)
shigella
31 January 2008 12:42
Najpaskudniejsza kielbasa jaka widziala zawierala jeszcze suty dodatek skrobi. Probowales kiedys smazyc budyn?
Doswiadczenie mowi, ze do smazenia nalezy wybrac ktoras z drozszych wersji – na jakims wyjezdzie przetestowalismy trzy polki cenowe i smazonej najtanszej nie chcialy nawet lokalne kundle.
Gurthg Shae
31 January 2008 13:31
No a mnie wyszło coś odwrotnego. Tanie są najlepsze.
agron
31 January 2008 22:11
Przetestowałem moją kiełbasę, może i tłuszczu w niej nie ma tyle ile byś chciał (ale jest spora dawka), za to smakuje zajebiście ;)
@shigella : zależy co wybraliście, czasami te tanie są całkiem dobre, a droższe kiepskie, nie raz się sprawdziło.
agron
31 January 2008 22:14
@Maro : ze smażoną cebulką mniaaammm często sobie z żonką robimy, tfu robię bo tak jakoś gotowanie w 98% przeszło na mnie, albo z kaszaneczką też dobre. To danie z młodości, jak o cebulę nie było trudno hehe, zawsze ojciec w niedziele robił śniadanko(jedyny posiłek jaki robił), albo jeszcze ziemniaczki duszone z cebulką i boczkiem/kiełbasą.
Gurthg Shae
1 February 2008 0:55
Agron! łajzo… przez Ciebie zrobiłem się głodny.
Maro
1 February 2008 18:03
Oo, takie ziemniaki to można w garnku w ognisku robić, tak zwana pieczonka (przynajmniej mój kumpel z okolic częstochowy tak na to mówi). W piekarniku tez niezle wychodzi tylko klimatu trochę mniej. W ogóle ja jestem ziemniaczany człowiek. Ziemnioory mogę ze wszystkim i w każdej postaci, w sałatce, do kotleta, pieczone, mielone, smażone, tłuczone, w koszulkach, pierogi Z, ewryfokinfiing.