Elfaran popełniła była wpis junk job?, który jest komentarzem do artykułu Junk job – kiedy praca staje się udręką, generalnie zawierając w swoim komentarzu to co najważniejsze. Że ocena “śmieciowości” pracy jest oceną kogoś dla którego taka praca jest na tyle abstrakcyjna, że może ją wykonywać tylko w ramach badań socjologicznych, a nie w celu zaspokojenia potrzeb finansowych. No i tylko osoba znająca inną perspektywę może wiedzieć na co kasy nie starcza.

Cały powyższy akapit miał za zadanie wprowadzenie w część właściwą, ową dotyczącą pracy i jej oceny. Wykonywałem w życiu różne prace. Między innymi pracowałem przez 6 miesięcy w klasycznym przykładzie takiej pracy. W tym przykładzie od którego ta praca również bierze nazwę “McJob”. Taaaa. Pracowałem w mcdonlds. I co? Moja Żona uznała opowieści z tamtego okresu za jedne z “najciekawszych” zawodowo.

Ugh… ale zabrzmiało.

Nie, nie dlatego że zawodowo były najciekawsze, bo rzeczywiście dla pod wzlględem rozwoju zawodowego to okres martwy. Ale opowieści o ludziach, procedura i zdarzeniach są ciekawe przez swoją inność w stosunku do “normalnego” życia. Wiadomo, że dla mnie, dla ciebie i dla każdego kto należy do elitarnego grona myślących, albo inaczej do klasy średniej, bo specjaliści to klasa średnia, praca tego typu jest niewyobrażalna.

Byłem wtedy studentem, pracowałem w systemie wieczór/noc, zazwyczaj zaczynając w okolicach 18:00 i kończąc o 01:30. Kasa wiadomo, gówniana, z tym nawet nie będę dyskutował, choć ze względu na to, że pracowałem po 22:00 oraz często na słuchawce (mvdrive) moja płaca godzinowa byłą ponad 100% wyższa od podstawowej. Taki w tym wszystkim fart. Z ciekawostek, używana przeze mnie do dziś mikrofalówka została kupiona właśnie za pieniądze tam zarobione.

A ludzie? Niektórzy naprawdę lubili tę pracę. To że nie zapewnią rozwoju sobie czy rodzinie. Zdarza się. Studia powinny być płatne, wtedy dzieci wybitne miałby porządne stypendia i byłby w stanie się wybić. Da się. Nie da się tylko, jak wymagamy, by socjalizm dawał wszystkim prawo. Nie da się. Nie zadziała. Prędzej czy później runie.

Jestem zadowolony ze swojej pracy. Robię to co lubię robić, dużo się uczę. Pracował kiedyś, biurko obok, jeden koleś. Był niesamowicie zdziwiony odpowiedzią na pytanie “dlaczego pracujecie” zadane mi i depeszowi. Odpowiedź “dla przyjemności” była dla niego absolutnie nie do przyjęcia i jak dobry prokurator, pytał na wszystkie sposoby, żeby uzyskać odpowiedź, że pracujemy dla pieniędzy. Oczywiście pieniądze są pewną wartością wymaganą, poniżej której byśmy szukali innej pracy, ale nie są celem same w sobie, tylko środkiem.

Ostatnio dostałem propozycję pracy za “straszne” pieniądze. W wersji podstawowej miało to być 10k na fakturę w pierwszy miesiąc z prośbą o co najmniej1.5 etatu przez pierwsze 3 miesiące. Kuszące, ale kosztem byłaby praca w krakowie. Nie stać mnie na rozłąkę z rodziną. Więc wszystko jest względne.

Na zakończenie tytułowa “praca śmieć” ma większość opisywanych wad, ale ma też te cechy, które autorka pierwotnego artykułu (amerykanka) nie dostrzega. Prostotę pracy, zdefiniowane wymagania, praca od do, bez zabierania ani jednej myśli ze sobą. Praca w której każdy dzień wolny (jeśli jest) JEST dniem wolnym. Dla osoby opiekującej się kilkoma projektami, trzytygodniowy urlop trwa jakiś tydzień, bo w pierwszym wycisza myśli związane z pracą a w ostatnim już zaczyna o niej myśleć. A praca śmieć? Każda godzina poza taką pracą jest godziną wolną.

Na sam koniec uważam, że określenie “praca śmieć” można użyć wtedy kiedy patrzymy z innego wymiaru, z miejsc które trójwymiarowych, które w dwuwymiarowym świecie “junk job” nie istnieje. Tak jak nie istnieje dla większości tych ludzi temat książek. Bo “problem” że trzeba wypożyczać zamiast kupować … nie istnieje, bo ci ludzie nie czytają książek. Problem rozwoju? Bez jaj. Większość z nich NIE CHCE się rozwijać.

Dziwaczne to wszystko.